Kategorie: Wszystkie | Film | Internet | Literatura | Obrazki | Polityka | Społeczeństwo
RSS
sobota, 17 stycznia 2009
Christianity
piątek, 29 sierpnia 2008
Atheism
czwartek, 10 kwietnia 2008
Szatan z Biłgoraja

Nie ukrywam, że lubię Palikota. A im bardziej różne persony i środowiska krzyczą, że go nie lubią, to tym większa chęć mnie bierze na powieszenie jego podobizny w oknie i patrzeniu jak przechodzące pod blokiem babcie próbują dopluć na drugie piętro. O cegłówki się nie martwię, mam szyby z mocnego PCV.

Biłgorajanie (czyli mieszkańcy niejakiego Biłgoraja, ojczyzny Palikota) w sile osiemdziesięciu chłopa wystąpili z listem otwartym do miejscowych władz samorządowych o uznanie posła za "persona non grata" w mieście i powiecie.

Rzecz się rochodzi o TVNowskie 'Teraz My' z 17 marca, gdzie nazwał Tadeusza "Ojca" Rydzyka "Belzebubem z Torunia", a następnego dnia u Wojewódzkiego coś przebąkiwał o wykończeniu tego diabła.

Jak twierdzą sygnatariusze rzeczonego listu "poprzez swoje zachowania i wypowiedzi [Palikot] ośmiesza ich miasto i powiat oraz obraża jego mieszkańców, którzy są zdecydowanej większości ludźmi wierzącymi. [...] Jako obywatele Biłgoraja i powiatu biłgorajskiego wyrażamy zaniepokojenie o prawa człowieka w Polsce, słysząc groźby karalne ze strony posła. Atak na Ojca (Rydzyka) i Radio Maryja traktujemy jako atak na nas."

Mieszkając w mieście o nazwie "Biłgoraj" rzeczywiście można być czułym na punkcie jego dobrego imienia, też bym się wstydził gdybym miał je wpisane w dowodzie. Na szczęście w kiedy przychodziłem na świat, to w moim megalopolis nie było szpitala, więc jako miejsce urodzenia mam wpisane 'Warszawa', co co prawda szczególnie nobilitujące nie jest, ale przynajmniej mniej kompleksogenne.

Schodząc z Biłgorajan znajdujemy w owym liście jeszcze trzy ciekawe wątki.

Pierwsze primo to "groźby karalne", Kodeks Karny definiuje je następująco:

"Art. 190. § 1. Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. § 2. Ściganie następuje na wniosek pokrzywdzonego."

Czyli aby dane słowa mogły być uznane za groźbę, musi istnieć realna obawa, że może zostać spełniona. Jeżeli ktoś pomyślał, że na wieży toruńskiego ratusza siedzi teraz snajper, to należy wyjąć mu z rąk długopis zanim napisze jakiś otwarty list i nakryć spowrotem kołdrą.

Co prawda sprawa z Art. 190 ścigana jest na wniosek pokrzywdzonego, ale jak twierdzą zwolennicy RM, odczuwają jedność ze swoim Ojcem i wszystko co do niego to do nich, więc to mnie mniej razi. Choć psychologia ma na to swoje terminy.

Second primo. Ciekawy jest relatywizm w uznawaniu co jest a co nie jest prawami człowieka i komu one przysługują. Bo jednym z nich jest prawo do swobodnej wypowiedzi. Dziwne, że jednocześnie można tolerować gadki o 'semickich mackach' i 'czarownicach', ale już za nazwanie określonej persony diabłem, należałoby się kamieniowanie. No, albo przynajmniej zakaz wstępu do miasta.

Tertio primo: "Chodzi nam raczej o ocenę moralną postępowania Palikota. To ma być takie upomnienie brata, który wyrósł wśród nas, żeby się tak nie zachowywał. Takie braterskie upomnienie nie kłóci się z ideą miłości bliźniego" - mówi Marian J. sygnatariusz listu. Ciekawe czy tych państwa również przepełnia braterska miłość.



A żeby wam w gardle stanął.
23:05, nathangrawesh , Polityka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 marca 2008
Przenajświętsza Rzeczpospolita

Przez ostani tydzień głównym tematem w mediach jest spór o ratyfikację Traktatu Lizbońskiego. Kij z tym czym dokładnie to to jest, w końcu i tak większość posłów go na oczy nie widziała, nie mówiąc już o zwykłych zjadaczach chleba, ale zaskakujące jest zdanie głów PiSu w tej sprawie. Dla przypomnienia wynegocjowane postanowiania traktatu jeszcze za rządów PiS były 'wielkim sukcesem', jednak po rozmowie z ojcem Tadeuszem, nagle zaczęły zagrażać suwerenności Polski i stanowić otwieracz do Puszki Pandory zawierającej prawo do małżeństw homoseksualnych, aborcji i refundacji in vitro.

W miejscowości Łyse, gdzie prezydent, jak głowa każdego świeckiego państwa, brał udział w nabożeństwie kościelnym, padły najciekawsze słowa. Lech Kaczyński mówił: "postanowienia Traktatu związane z wiarą katolicką muszą zostać tak mocno zabezpieczone, jak to w prawie świeckim jest możliwe". Nie powinno to dziwić, wszak już wcześniej słyszeliśmy, że "katolicki system wartości jest jedynym słysznym i nie ma alternatywy", ale to co innego - można kierować się etyką wynikającą z zasad jakiejś religii, ale potrafić oddzielić własne przekonania od stanowionego prawa. Natomiast prezydent, symbolizujący jedność narodu, otwarcie mówi, że religia katolicka powinna mieć absolutne pierwszeństwo zagwarantowane prawnie.

Są osoby uważające, że Polska jest krajem neutralnym światopoglądowo i nie przemawia do nich to, że w szkołach nauczana jest religia katolicka, Jezus miał być królem Polski, któraś z Maryj została patronką parlamentu, na Placu Piłsudzkiego ma stanąć wielkagchny pomnik krzyża kościół dotowany jest z budżetu państwa a hierarchowie mają realny wpływ na stanowione prawo.

A wokół RM powstaje para-partia - Ruch Przełomu Narodowego - której przewodniczy Jerzy Nowak - główny publicysta "Naszego Dziennika".

Wracając do traktatu. Radio Maryja grozi, że 23 kwietnia na Placu Trzech Krzyży w Warszawie zorganizuje marsz przeciwko: -odebraniu Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej 15 mln euro dotacji z UE, -zerwaniu umowy między Lux Veritas a NFOŚ, na mocy której fundacja o. Rydzyka miała otrzymać 27 milionów na geotermalne odwierty, -a przy okazji - oprotestować decyzję rządu o niezorganizowaniu referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.

Nie wiem w czyjej głowie zrodził się pomysł referendum, ale to idea wyjątkowo chora - aby było ważne musiałoby w nim wziąć udział przynajmniej 50% społeczeństwa, kit z tym, że ciężko dobić do połowy przy wyborach, ale ile osób wiedziałoby nad czym właściwie głosuje? Ile osób czytało ze zrozumieniem tekst owego traktatu? A ile zagłosowałoby zgodnie z tym, co zostanie im zasugerowane?

Na koniec, dla tych którzy chcieliby wiedzieć, o co właściwie w tym wszystkim chodzi - pełny tekst Traktatu Lizbońskiego.

Smacznego.

czwartek, 13 marca 2008
"Jaka ryba na obiad?"

To tytuł broszurki przygotowanej przez WWF, jaką otrzymałem dziś w centrum Wawy. W kilkunastustronnicowym poradniku znajdują się informacje dotyczące najczęściej kupowanych w Polsce ryb i skorupiaków wraz z oznaczeniami czy dany gatunek jest zagrożony wymarciem czy też jest go pod dostatkiem i można się nim raczyć do woli, o ile będzie się kupować te sztuki, które mają odpowiednią wielkość (czyli zdążyły wydać na świat potomstwo). Wszystko po to, aby wybierając rybę na obiad, wybrać taką, której nie grozi wymarcie a połów przeprowadzany jest w sposób nieszkodliwy dla środowiska.

Bo to nie jakaś międzynarodowa organizacja ani żaden minister decyduje o skali połowów danego gatunku a wolny rynek, czyli my - konsumenci. Od tego jakie produkty kupujemy zależy wielkość produkcji, jeśli potencjalnych klientów jest dużo, to znajdą się przedsiębiorcy chcący ów towar sprzedać. I na odwrót - jeśli jest mało to wytwórcy zrezygnują i zajmą się czymś innym albo poszukają wydajniejszych metod produkcji. "Popyt generuje podaż" to jedna z najbardziej podstawowych zasad ekonomii.

Kupując okonia albo flądrę zamiast zagrożonego dorsza sprawiamy, że rybacy, których głównym źródłem dochodu jest właśnie ten gatunek będą zmuszeni przerzucić się na połów czegoś innego - najlepiej tego, co cieszy się dużym wzięciem wśród konsumentów.

Nie miejmy więc za złe, że hipermarkety są otwarte w niedzielę, jeśli właśnie wtedy zwykle wybieramy się na zakupy. Nie bądźmy oburzeni, że pracownicy w Chinach muszą pracować za marne grosze, jeśli przy wyborze towarów kierujemy się wyłącznie ceną. Nie płaczmy nad globalnym ociepleniem, jeśli nie staramy się oszczędzać prądu, wody ani nie segregujemy śmieci. Inaczej wykazujemy się albo hipokryzją, albo niewiedzą. Z dwojga złego lepiej robić głupoty nieświadomie, niż świadomie, ale utrzymując, że jest inaczej.

Przewodnik sugerujący jaką rybę kupić na obiad to na pewno mniej inwazyjny sposób na ochronę przyrody niż blokady dróg lub przypinanie się do drzew. Tylko czy skuteczny..?
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10